Skip to content →

Ale to już było…

Chyba jeszcze nigdy odkąd jeżdżę na desce rozwój deskorolki nie był tak zauważalny. Przestają dziwić wszędzie poruszający się na deskorolkach młodzi ludzie. Sklepy pełne są deskorolkowych ciuchów, butów i akcesoriów, dziewczyny oglądają się za skejtami na ulicy, a gdy ktoś z poznanych przeze mnie rówieśników (tak trochę przed 30-stką) zapyta mnie czym się zajmuję, a ja odpowiem że głównie to deskorolką w większości przypadków nie jest zdziwiony. Może zauważam to ponieważ mieszkam w dużym "tolerancyjnym" mieście, ale skateboarding stał się wręcz częścią miejskiej kultury. O popularności deskorolki już pisałem, ale do stworzenia tego tekstu zainspirowało mnie zupełnie coś innego, a mianowicie temat skateparków i miejsc do jazdy, a raczej ich "obecności" w naszym kraju i o tym jak to kiedyś "skateparkiem" był dwu paletowy grindbox i historyczna dubeltówka. Może ten tekst dla nie których z was będzie zbyt "lokalny", ale ciężko jest pisać o czymś czego się nie widziało :), więc przedstawię wam to z perspektywy mojego deskorolkowego "wychowania" i skatowych podróży w poszukiwaniu skateparku… Jeśli chodzi o ową inspirację to były nią często słyszane prze ze mnie teksty, wypowiadane przez kilkunastoletnich skaterów, typu:"ten park jest do dupy, nawierzchnia jest słaba a rurka za niska, a poza tym zamiast quotera powinien być bank, a zamiast dwóch ławek rurka, i w ogóle to daleko jest od centrum, a ciemny kolor jest brzydki". Nie chcę też aby tekst ten miał pełnić funkcje moralizatorskie, a jedynie może dać trochę do myślenia młodszemu, nieco rozpieszczonemu ogromem skate produktów, gronu skaterów. I wreszcie na koniec tego wstępu muszę zaznaczyć, że to co przeczytacie poniżej na pewno nie będzie "kroniką polskiego skateboardingu" opowiadającą o jego początkach, ponieważ sam na desce jeżdżę od około 12 lat a sam znam osoby, które po ulicach "odpychają" się już znacznie dłużej. Wróćmy do naszych skateparków. Nie tak dawno mój redakcyjny kolega Wiktor, znalazł na jakiejś starej nie aktualizowanej od kilku lat stronie internetowej listę skateparków w Polsce. Wiecie ile ich było? Nie trzydzieści, nie dwadzieścia, nawet nie piętnaście a jedynie siedem! Nawet jeśli autor owego rankingu nie policzył sobie parków dokładnie, lub nie zwiedził naszego kraju wzdłuż i wszerz to możemy przyjąć, przy niewielkiej granicy błędu liczbę dziesięciu. Wiecie ile skateparków jest teraz? Próbowałem to policzyć, jednakże po pewnym czasie stwierdziłem, że moje obliczenia również mogą być niezbyt dokładne i postanowiłem zasięgnąć wiedzy u specjalistów z firmy Techramps. Tam jednak również mieli problem z określeniem dokładnej liczby, jednakże do porównania wystarczy nam ilość parków wykonanych prze Techramps a jest ich już ponad sto! Dodajmy do tego parki wykonane przez inne firmy takie jak Five Ramps, ParkRamp czy firmy zagraniczne, których parki też znajdują się w Polsce i wyjdzie nam ok. dwustu! Także moi drodzy jest na co narzekać (heh) W zasadzie skateparki mamy teraz w każdym większym mieście w Polsce. Prawie każdy z was ma możliwość codziennej jazdy w miejscu przeznaczonym specjalnie do tego, z którego nikt nie będzie chciał was wyrzucić używając do tego mojego ulubionego argumentu "bo tak". Dla porównania gdy kilka lat temu (ok.9) chcieliśmy pojeździć w skateparku (a raczej czymś co go przypominało) wybieraliśmy się busem do Myślenic, gdyż tam znajdował się park najbliżej Krakowa! Cieszyliśmy się nim tak jak małe dziecko gdy dostanie lizaka. Choć zarówno jego stan jak same elementy nie były szczytem marzeń, a większość z nich pomagaliśmy tuningować miejscowej ekipie w której wyróżniali się Pony i jego brat Krzysiek, Piotrek Kosiba, Masło i Fryta. Wycieczki do Myślenic były dla nas prawdziwym wydarzeniem, gdy przychodził weekend o 8.00 na dworcu stawała cała ekipa czyli Ja, Wiktor (obecnie pan redaktor skateboard.pl), Grzesiek Grabysz (mieszkający teraz prawdopodobnie w NY – ale ślad po nim zaginął), Piotrek Hryniów(pracuje teraz w 360sklep) i Kuba Bednarski (obecnie dumny tata). W skateparku często dołączał do nas Hołek śmigający wtedy żółtą "Zastawą". Katowaliśmy tak do samego wieczora a wracając często rozmawialiśmy o tym jak to wspaniale było by mieć takie miejsce u siebie w mieście. Niejednokrotnie dyskutowaliśmy również o skateparkach marzeń, których wtedy wg. nas było w USA tysiące, ale i tych, w których to ktoś jeździł będąc np. u babci w Warszawie… (heh). Wspominając to wszystko śmiejemy się teraz, ale czasem trochę "nerw ciśnie" jak słyszymy gdy jeździmy w np. fajnym parku narzekania na brak miejsc do jazdy… Teraz możecie nawet zapisać się na obóz np. Wood Camp, gdzie zamiast drętwych zajęć na obozach sportowych czeka na was konkretny skatepark a opiekunami są skaterzy. Odrębną, ale też mającą wiele wspólnego z naszym tematem sprawą są tak zwane własnoręcznie zbudowane "spoty osiedlowe". Na pewno każdy kto choć kilka lat jeździ na desce miał tą przyjemność jeździć na własnoręcznie zbudowanym grindboxie paleciaku. fot.myślenice, typowy grindbox paleciak, jakieś 9 lat temu…. W moim mieście super specjalnym "secret spotem" były tyły Politechniki Krakowskiej i AWF za parkiem przy ul. Jana Pawła, oraz pomnik "z Orzełkiem"-jedyne chyba wtedy miejsca w Krakowie, z którego zdarzało się, że nikt nas nie wyrzucał i można było w miarę bezpiecznie skejtować. Tam właśnie powstała legendarna w Krakowie, rurka dubeltówka na której śmigała cała moja ekipa i gdzie poznaliśmy się i jeździliśmy z Zieleniem (niestety nie wiemy co teraz robi), Tomkiem Warzechą, Michałem Żyłą (obecnie założył rodzinę i przeniósł się do WWA), Ostrym (zajmuje się teraz snowboardem) i Maćkiem Zgórkiewiczem (Dj JRh2o, którego możecie znać między innymi z Es Game Of Skate). Rurka ta działa do dziś i możecie na niej śmigać w krakowskim Pool Forum. Działki, które znajdowały się nieopodal tego miejsca służyły nam jako "schowek" na nasze skrzynki i rurki, a gdy zaczynało padać można było śmigać na murkach pod dachem, jednakże tam ochrona wzywała policje a pod sam koniec "historii tego spotu" wysypywała piasek i kamienie co skutecznie utrudniało nam jazdę. W tamtych rejonach śmigać można było również na przebudowanym obecnie Placu Centralnym, gdzie głównie śmigała ekipa Grzesztofa znanego wam między innymi z Pool Forum, czyli Kazet, Nase i Romek. fot.Grzesztof, kilka dobrych late temu – gdzieś w Nowej Hucie, na super przeszkodzie… Dobrym spotem był też "Tatr Słowackiego". Tam rządziła wtedy ekipa w skład, której wchodzili Szymon Mikołajczak, Wojtek Stec i Papaj pracujący teraz w Cool Sporcie na Loretańskiej, Łukasz Pieniążek (obecnie mieszka chyba w Anglii), Bastek (Intoksynator), Maciek Nowak (DSN), Para i jeszcze kilka osób, których niestety imion już nie pamiętam. Tam też nie raz znaleźć można było jakieś własnoręcznie przez chłopaków zmajstrowane przeszkody. Niestety dzięki bezmyślności kilku osób (o tym na skateboard.pl też już pisaliśmy) teatr stał się miejscówką z oficjalnym zakazem jazdy na deskorolce. W trochę późniejszych czasach można było w Krakowie jeździć w parku Powermana, pod Hotelem Forum, ale niezbyt nadawał się on do jazdy na desce…No chyba, że ktoś latał na dużej rampie jak Tony Hawk. Teraz gotowe przeszkody można kupić przez internet. Rurki, grindboxy, skocznie, i inne gadżety są dostępne za kilka stów.Jeśli ktoś ma dużo kasy może sobie nawet za kilka tysi zamówić minirampe. Oczywiście nie oznacza to, że nikt nie buduje już "spotów osiedlowych", chodzi raczej o to, że tak naprawdę można takie rzeczy już po prostu kupić, co kiedyś było dla nas nie do pomyślenia. Nie wspominając już o skejtowych portalach internetowych, pełnych pułkach w skate shopach i deckach w cenach od 99zł. Kiedyś nawet sami robiliśmy sobie koszulki firm deskorolkowych (heh). fot. Maciek Zgórkiewicz Bs Kickflip na Placu Centralnym… Trochę zmieniła się również opcja jazdy na deskorolkach na miejskich spotach, nie oznacza to oczywiście że wszędzie można śmigać na desce a ochroniarze smarują dla nas murki, ale w wielu już miejscach obecność skaterów została zaakceptowana, a jako przykład można podać chociażby plac przy Galerii Krakowskiej gdzie w skejta tnie nie raz kilkanaście osób Różnice między tymi latami a rokiem 2009 można by wymieniać bez końca. Chodzi tu jednak o to by czasem po prostu ruszyć głową i nie narzekać. Wiadomo, że parków ciągle jest za mało ,a niektóre nie są "doskonałe". Ale naprawdę wydaje mi się, że w Polsce warunki do rozwoju stają się coraz lepsze. fot. Kilka dobrych lat temu-murki pod Politechniką, jeśli dobrze poszukacie znajdziecie tą miejscówkę i dziś. Na zdjęciu Grzesiek Grabysz we własnoręcznie zrobionej koszulce ZERO… txt. Maciek Heczko

Published in Felietony

Comments are closed.