Skip to content →

Nike SB Stefan Janoski

No i nareszcie wraca na wasze ekrany seria moich opowieści o sportowym obuwiu, które to targam po całych dniach na moich obolałych nogach. Na szczęście ostatnio udaje mi się powrócić do bardzo dobrego nawyku jeżdżenia co dziennie, a to zapowiada przynajmniej kilka kolejnych par butów do opisania przez lato (jeśli je w końcu zobaczymy). W dzisiejszym odcinku wstęp będzie bardzo krótki, ponieważ chce szybko przejść do sedna sprawy czyli NIKE SB. Przez jednych uwielbiana przez innych znienawidzona marka Nike SB zagościła na stałe w deskorolkowym świecie i z pewnością będzie mocno tu działać żeby było lepiej. Bez znaczenia co o tym myślicie nie da się koło butów Nike SB przejść obojętnie.

Zawsze ciekawa kolekcja, dobry team, bardzo fajny marketing i ogromna masa działań wspomagających deskorolke i deskorolkowców. Pomimo wielu skandali i niejasności wokół Nike jest to od 40 lat legenda i potentat na rynku obuwniczym, zarówno pod względem ilości produkowanych butów jak również ich technologicznego zaawansowania. Teraz możemy kupować jego buty w wydaniu SB. Jak dla mnie w całej kolekcji obuwia Nike SB jest tylko jeden model wart mojej uwagi a mianowicie tzw. „SZTEFEN” czyli Stefan Janoski. Cała reszta nie trafia w moje gusta ale ten model rzuca się w oczy na sklepowej półce od razu. Idealny trampeczek w kilku naprawdę dobrych kolorach.

Kolory to jedno,a Jakość wykonania którą zaraz będę sławił, też mocno przekonuje do zakupu Janoskich. Każdy but z kolekcji SB wygląda naprawdę solidnie. Mnie „Sztefen” trafił się w kolorze, który nie należy do moich ulubionych ale dało radę i się przekonałem. Delikatnie niedzielny beż :). Tak też te buty po części traktowałem, kiedy nie były jeszcze mocno zniszczone, jako niedzielne laczki na spacer po parku. Jedno trzeba przyznać, te buty wyglądają naprawdę dobrze. Dobrze to też mało powiedziane… te buty budzą zazdrość. Ktoś, być może sam Stefan, naprawdę się postarał projektując te buty. Połączenie eleganckiego buta z zajebistym butem na deskorolkę jest dużym wyczynem. Jak dla mnie właśnie ta „elegancja” jest chyba największym atutem tego buta i tym co mnie w nim pociąga. Mogły by być w Polsce sprzedawane razem z garniakiem na ślub. Gwarantuje że każdy kogo spotkasz zwróci uwagę na te buty. Nie wiem czemu tak jest ale jak już wspominałem na mnie działa tylko ten model z całej kolekcji, jest bardzo niezwykły. Może to magia samego właściciela tych laczków czyli wspomnianego „Sztefena”.

Mistrzowska stylówa i zawsze bardzo ciekawe triki Stefana sprawiają że jest on jednym ze skejcików którego part np. w Inhabitants oglądam regularnie co jakiś czas. Może to co innego, ale emanuje zdecydowanie jakaś nieznana siła od tych butów. Żeby jednak nie było tak ślicznie to od razu pierwszy najbardziej irytujący bubel „sztefenów”. Rzemyki zamiast sznurówek. Niestety musiałem zrezygnować ze ślicznej kokardki na rzecz potrójnego supła, który i tak nie dawał pewności że się to nie rozwiąże. Ja mam akurat tak, że zakładam buty na nogę sznuruję tak żeby było idealnie po czym wiąże piękne kokardki obcinam resztę sznurówki jeśli jest za długa i się ciągnie po ziemi i już do samego końca buty wkładam i zdejmuje bez rozsznurowywania. Jak się sznurówka przetarga to ją wymieniam na takiej samej zasadzie jak opisałem. Tutaj chciało mnie grubo popierdolić, cały czas się to rozwiązywało. Jednak uparcie zostałem przy rzemykach, które mocno nadają charakteru tym butom. Ze sznurówkami wyglądają po prostu jakoś źle. Co do samych butów, jest to typowy trampek dość płytki i cienki bez żadnego gąbkowania. Sama konstrukcja buta ma moim zdaniem ma jeszcze jeden bubel. Buty jak by w ogóle nie „oddychają”. Odnoszę wrażenie, że zupełnie nie przepuszczają powietrza i noga w nich trochę mi się gotowała, co też w konsekwencji sprawiło że stały się rasowymi „śmierdziuchami”. Ostatnia sprawa to dziura , która się wytargała z boku buta w wiadomym miejscu. Wszystko było dobrze do puki jej nie było, kiedy pojawiła się już malutka dziurka, jej rozmiar powiększał się błyskawicznie. Wszystko to jednak rekompensuję jazda w „Sztefenach”.

Poleciał bym na grubo z zachwytami ale muszę się trochę opanować. Przede wszystkim nie zdzieralny spód podeszwy, który trzyma się każdego dnia idealnie deski. Nie wiem z czego jest zrobiona podeszwa ale reszta firm robiąca buty deskorolkowe powinna wziąć przykład z Nike SB. Buty do dnia dzisiejszego „piszczą” jak wychodzę po schodach i chyba nie ma opcji żeby podeszwa zrobiła się „łysa”. Janoskie są dość „twarde” i tą twardość trzymają cały czas, nie tak łatwo rozczłapać te buty. Jeśli chodzi o jakość wykonania to nie ma nic do czego się można przyczepić. Jedne z lepiej trzymających się butów jakie kiedykolwiek miałem.  Design tych laczków, pomimo że „elegancki” to jednak mocno przemyślany pod deskorolkę Bardzo przyjemna jest też ich cena. Mogło by się wydawać że pro model do tego fajnie wyglądający będzie kosztował sporo, jednak jest inaczej.

Podsumowując, jeśli masz ochotę na teochę inaczej wyglądające buty, które świetnie się nadają do eleganckiego sweterka na wieczoren wyjście, do tego bardzo dobrze się w nich jeździ i wytrzymują sporo… to powinieneś mieć te Najki.

Published in News - Video

Comments are closed.